niedziela, 13 grudnia 2015

ROZDZIAŁ 25

Poprostu normalny dzień


Ten tydzień w hotelu był naprawdę przyjemny, wszyscy skakali koło mnie jakbym właśnie umierała. Kiedy trwał dzień moje myśli skutecznie zajmowali chłopcy i May. Ale kiedy kładłam się spać nie mogłam przestać myśleć o tym że dziecko które w sobie nosiłam nie żyje. Może nie dostałam z tego powodu depresji, ale smutno mi.Zawsze chciałam miec swojego małego bobaska, lecz nie w taki sposób. Liam przepraszał mnie za to wiele razy ale byłam nie ugięta. Nie łatwo jest zapomnieć o czymś takim.
*wspomnienie*
-Przepraszam- Liam nagle pojawił się nad moim łóżkiem.
-Myślisz ze twoje "przepraszam" wszystko załatwi?
-Ja... Naprawdę  nie wiem co we mnie wstąpiło, nie jestem taki...ja poprostu...eh, byłem pijany, napalony, i wtedy napatoczyłaś się ty...naprawdę nie spodziewałem się ze będziesz się stawiać. Alkohol jeszcze bardziej uderzył mi do głowy razem z adrenaliną. Dalej pamiętam wszystko jak przez mgłę. Dopiero jak wyszedłem z pokoju oprzytomniałem. Uciekłem jak tchórz. Przepraszam. Jestem takim chujem Caroline. Zrozumiem jeśli będziesz dla mnie oschła i wredna, zniosę to ale proszę wybacz mi. Całe życie będę się zadręczał.
- Oh Liam- zaśmiałam się sucho- nie wybaczę ci. Przynajmniej nie tak odrazu, musisz się bardzo starać żebym to zrobiła. I błagam przestań przepraszać bo to naprawdę wkurwiające. A teraz wyjdź, chcę odpocząć.
Przytaknął i wyszedł z podkulonym ogonem.
*koniec wspomnienia*
Przez resztę trasy nie działo się nic wartego uwagi. Ciągle próby, koncerty, wywiady. Ja i May siedzące wiecznie w hotelach albo w busie.Zaraz po przyjeździe do Londynu zdjęli mi gips z nogi i obojczyka. Co za szczęście ze znowu mogę normalnie chodzić.Chłopcy po trasie mają dwa tygodnie wolnego, co za tym idzie będę musiała ich znosić przez ten czas.
Dzisiejszego poranka wstałam rześka i wyjątkowo wyspana. Przebrałam się w strój kąpielowy i wyszłam z pokoju. Zbiegłam po schodach do kuchni gdzie złapałam z lodówki jogurt i zjadłam go szybko po czym wolnym krokiem poszłam na basen dając mojemu żołądkowi czas na przetrawienie. Jakie wielkie było moje zdziwienie kiedy spoglądając na zegar odkryłam ze jest piąta rano. Cóż dosyć jasno jak na tą godzinę. Nie przejmując się tym więcej wskoczyłam do wody i zaczęłam pływać.Po luźnych Dwóch kilometrach postanowiłam że na dzisiaj mi wystarczy. Kiedy przebrałam się w dres poszłam do salonu gdzie załączyłam sobie jakąś ścigankę. Wyżywanie się na padzie chyba zostanie moim hobby, naprawdę relaksuje.No może nie tyle ze się wyżywam, bo siedzę prawie nie ruchomo pracując tylko palcami ale mój mózg jest na polu walki z torem wyścigowym. Niestety do mojej strefy zen wtargnął Niall niemal na mnie siadając.
- Robiłaś śniadanie?- zapytał kładąc nogi na stoliku.
- Jeśli robieniem śniadania nazywasz otworzenie jogurtu i wsadzenie do niego łyżeczki, to tak robiłam.- mówiłam powoli nie odrywając wzroku od telewizora.
- Jestem głodny.
- To sobie coś zrób.
- Nie chce mi się.
- Poczekaj aż May wstanie i zrobi.
- Nieee, zanim ona wstanie i odbędzie parny seks z Zaynem to ja zdążę umrzeć z głodu.
- Albo zrobić sobie platki.
-Co?
- No wiesz... Bierzesz miskę, wsypujesz płatki, zalewasz mlekiem iii bum! Śniadanie gotowe. Jej, wygrałam!
-Fajnie. A teraz idź i zrób mi śniadanie kobieto.
- A znasz magiczne słowo?
-Zacna dziewojo weź swego rumaka i popierdaląjąc w słońcu zrób mi śniadanie.
- Szanowny Sherlocku, mając tą swoją błyskotliwość powinieneś wiedzieć co ci odpowiem.
- Co?
- Pocałuj mnie w dupę.
Uśmiechnęłam się uroczo, po czym zaczęłam nowy tor.
Po południu zjedliśmy obiad i osiedliśmy na kanapie.
-To co robimy?
-Zróbmy sobie orgię!- krzyknął Harry.
-Mówię nie i podwójne e e.-
spiorunowałam go wzrokiem.
-Nie potrafisz się bawić Caroline.
Spojrzał na mnie groźnie po czym rzucił się na mnie i zaczął szaleńczo łaskotać.
- Przestań idioto!- krzyknęłam przez śmiech- Harriet zastaw mnie!
Odsunął się ode mnie z chytrym uśmieszkiem i popatrzył porozumiewawczo na Nialla. Po tym leżałam na dywanie łaskotana przez tych dwóch debili.
- Ratunku- krzyczałam dławiąc się śmiechem.-Louis...błagam.
-Sorry skarbie, też mam łaskotki.
-Nieee.
Musiało minąć jakieś 10 min zanim chłopcy się ode mnie oderwali.
-Zemszczę się.- wskazałam na nich palcem zabijać wzrokiem.
-Cokolwiek- Harry przewrócił oczami ale jego mimika diametralnie się zmieniła jakby go olśniło- hej może pojedziemy na wakacje!
- Niby gdzie? - Liam spojrzał na niego spodełba.
- Na wyspę jakąś... Wiesz mało ludzi jakiś hotel , plaża ciepełko.
- Tak to świetny pomysł!- ucieszył się Lou.
- Co myślisz skarbie? - Zayn obrócił się do May.- będziemy mogli trochę pobyć sami.
- Jestem za- wzruszyła ramionami.
Postanowione jedziemy ja jakąś wyspę...na wakacje...razem.
Ehh to będzie ciekawe.


Przepraszam że tydzień później ale brak weny i neta. Enjoy

piątek, 20 listopada 2015

Rozdział 24

Zaskoczenie wiadomością....

MAY'S POV
-Jak to poroniła? To ona w ciąży była?-zapytał zszkowany Niall
-Z kim? Jak?-dopytywał Louis
-Kiedy?-nie dowierzał Harry
-Chyba panowie wiedzą jak się dzieci robi? Pani Caroline była w 3 tygodniu. A z kim to już nie moja sprawa.- westchnął-Niech pani odpoczywa, potrzebuje pani dużo snu. Więc niech państwo za długo tu nie siedzą.
-Dobrze panie doktorze.- wyszedł i wtedy się zaczęło.
-Caroline!! Wytłumacz nam to wszystko!!-warknął Louis. W tym momencie chłopcy zaczęli wychodzić z sali czyli Harry, Niall i Zayn. Pewnie poszli zapalić. Ehh nie ważne.
-Co mam ci wytłumaczyć Lou? Jak ktoś mnie zgwałcił we własne urodziny? To chcesz wiedzieć?-warknęła na niego, ciut za ostro.
-Kto cie zgwałcił, znajdę go i poniesie wszelkie konsekwencje!-krzyknął, odwróciłam się do niego, w jego oczach zobaczyłam chęć mordu, nienawiść i złość.
-Nie musisz go szukać-powiedziała już ciszej.
-Jak nie muszę? Moją przyjaciółkę jakiś koleś zgwałcił a ty mi mówisz że mam go nie szukać.-zaczął nerwowo chodzić po sali.
-No nie musisz, bo sprawca siedzi tu w sali.-końcówkę dodała prawie że szeptem.
-Czyli kto to jest, wyraź się jaśniej.-Lou warknął, był cholernie zdenerwowany.
-Liam- powiedziała, jak bym nie stała blisko to bym tego nie usłyszała, wątpię by Louis to usłyszał, ale jednak usłyszał, bo podszedł do Liama i mu przywalił i to nie raz.
-Louis, zostaw go, nie warto.-szepnęła Caro, ale Lou miał to w dupie.
-Louis cholera jasna, dosyć!!!-wydarłam się, poskutkowało i dobrze bo teraz to ja bym przywaliła ale obu, jednemu za to co zrobił Caro, a drugiemu że przywalił przyjacielowi. Liam miał chyba złamany nos i rozwalony łuk brwiowy, podeszłam do nich, chwyciłam Liama za rękę i wyprowadziłam go na korytarz i w tym momencie chłopcy wracali, podbiegli do nas.
-Co się stało?-zapytał zdziwiony zaistniałą sytuacją Zayn.
-Idźcie do środka, oni wam wytłumaczą, my za chwile wrócimy-powiedziałam i poszłam dalej, spotkałam jakąś pielęgniarkę i poprosiłam o opatrzenie mojego kolegi, zrobiła to bardzo chętnie, suka. Siedzieliśmy tak około 30 minut bo musieli nastawić nos temu debilowi, Jak wyszliśmy z gabinetu, popchnęłam go na ścianę i syknęłam.
-Wiesz, myślałam że jesteś porządnym facetem i nie robisz takich rzeczy nawet po pijanemu, ale widocznie się myliłam, w moich oczach jesteś skreślony.-powiedziałam co myślałam i weszłam do sali gdzie leżała moja przyjaciółka. Gdy podeszłam do drzwi usłyszałam podniesione głosy, szybko weszłam do środka a tam Niall chodzi w tę i z powrotem jak nakręcony, gdy mnie zobaczył szybko podszedł.
-Gdzie on jest, zabije gnoja!!-krzyczał na mnie.
-Przestań na mnie krzyczeć. Co mu zrobisz, pobijesz go, czy to coś da? Nie, więc usiądź ochłoń. Największą jego karą będzie poczucie winy to dobijaj go, w końcu jest twoim przyjacielem, jak i reszty.-westchnęłam i podeszłam do swojego chłopaka, wtuliłam się w niego. Miała dzisiejszego dnia kompletnie dosyć. Caro leży poturbowana w szpitalu, chłopcy skaczą sobie do gardeł, mnie coś bierze, a chuj wszystkich i wszystko. Mam wszystkiego i wszystkich serdecznie dosyć.
-Zayn?-popatrzył na mnie i dał znać że mnie słucha i mogę kontynuować -zabierz mnie stąd, proszę.-jęknęłam.
-Kochanie te jęki zostaw na później -uśmiechnął się uroczo, uderzyłam go w klate, mi do śmiechu nie było a on się zaśmiał.-Gdzie mam cię zabrać księżniczko, jakieś specjalne życzenie?
-Zabierz mnie daleko od tego przeklętego miejsca, chce chociaż przez kilka godzin odpocząć od tych wszystkich ludzi, zdarzeń i tego miejsca.
-Dobrze to chodź.- chwyciła mnie za rękę i skierował się do wyjścia.-Chłopaki my za jakieś parę godzin wrócimy, do zobaczenia jutro Caroline.
-Cześć- mruknęli wszyscy. Wyszliśmy ze szpitala, wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy w nieznane to znaczy ja nie wiedziałam gdzie jedziemy, pewnie Malik wiedział gdzie mnie wywieść. Jechaliśmy już tak z godzinę, ja nie pytałam gdzie jedziemy, bo i tak by mi nie powiedział. W pewnej chwili się zatrzymaliśmy, byliśmy w jakimś lesie, okej mam zacząć się bać, zapytałam w myślach.
-Chodź, tu niedaleko jest drewniany domek, miałem go wynajętego na specjalną okazje ale nie nadeszła, więc pomyślałam że tu będziesz się czuła dobrze, odpoczniesz, nikt ci nie będzie przeszkadzał.-podszedł do mnie, stanął za mną i oplutł mnie ramionami i szepnął do ucha.- jesteśmy sami, nikt nam w niczym nie przeszkodzi.-i pocałował w miejsce za uchem, przeszedł mnie dreszcz .Poszliśmy do tego domku, był prześliczny. Od razy Mulat pokazał mi sypialnie i łazienkę, wiedziałam co to oznacza, jakimś trafem nasze ubrania były w tym domku, nie wnikam skąd się tu znalazły. Poszłam do łazienki, nalałam wody do wanny, dodałam jakiś olejków, rozebrałam się, byłam w samej bieliźnie i poczułam dłonie na biodrach, odwróciłam się i od razu zostałam gwałtownie i nachalnie pocałowana ale nie przerwałam pocałunku. Jak brakło nam tchu, oderwaliśmy się od siebie, rozebraliśmy się i weszliśmy do wanny. Umyliśmy się, wyszliśmy z wanny, wysuszyliśmy się i bez niczego poszliśmy do sypialni, możecie zgadnąć jaka była upojna noc....


*W tym samym czasie w szpitalu*
LIAM'S POV
Siedziałem w sali szpitalnej u Caroline, zastanawiałem się jakim ja chujem jestem że tak postąpiłem. Jak czuła się Caro po tym wszystkim, chciałem z nią o tym pogadać ale jak zaczynałem temat to każdy mnie uciszał, miałem tego dosyć. Wszyscy mają mnie w dupie, nikt nie chce wysłuchać, ani nie pozwalają mi porozmawiać z Caro. Ja chciałbym ja przeprosić i jakoś jej to wynagrodzić. Jak czegoś nie zrobię to zwariuję. Wyszedłem ze sali i ogólnie ze szpitala, zadzwoniłem po taksówkę pojechałem do tor busa. Jak dotarłem kazałem poczekać kierowcy, poszedłem do środka, wziąłem torbę, włożyłem do niej rzeczy na trening, wyszedłem stamtąd i wsiałem z powrotem do taksówki. Taksówkarzowi kazałem jechać do najlepszego klubu bokserskiego, i tam żeśmy się udali. Jak podjechaliśmy, szybko zapłaciłem i wszedłem do środka, zapłaciłem za wejście, poszedłem się się przebrać, a potem na sale. Zacząłem trenować, waliłem w worek, biegałem na bieżni nawet wszedłem na ring, nic mi nie pomogło pozbyć się złych emocji,
facet z którym się biłem na ringu jest nieprzytomny. Mówiłem żeby sobie odpuścił ale się uparł no to ma za swoje. Proponowali mi nawet żebym przychodził na treningi i by mnie wystawiali na walkach ale odmówiłem, nie jest mi to potrzbne. Robię to co kocham nad życie i nigdy bym tego nie zostawił. Po 3 może 4 godzinach, w sumie nawet nie wiem, poszedłem się odświeżyć i chciałem wrócić do tor busa odpocząć i tak zrobiłem. Po godzinie byłem na miejscu. Wszyscy siedzieli w salonie, popatrzyli na mnie i zajęli się ty co chwile temu robili. Poszedłem do siebie, położyłem się spać, długo nie mogłem zasnąć ale mi się udało....




*Następnego dnia*
MAY'S POV
Wstałam koło 9, ubrałam się i poszłam zrobić śniadanie. Po 10 mamy jechać do Caroline, odebrać ją, teraz za każdym razem będziemy nocować w hotelu żeby Caro miała wygodnie. Zrobiłam śniadanie, poszłam wszystkich obudzić, oczywiście mój książę nie chciał wstać, więc z rzuciłam go z łóżka. Zachwycony nie był ale mało mnie to interesowało, szybko zjedliśmy, chłopcy się ubrali i pojechaliśmy do szpitala. Jechał z nami Liam.
-May, nie złość się na mnie, żałuje to co zrobiłem, nie byłem wstanie tego przewidzieć, na prawdę przepraszam i żałuje.-mówił ze skruchą i przejęciem.
-Liam, ja nie mam ci tego za złe, bo to nie mi zrobiłeś takie świństwo, wybaczam ci ale czy Caroline to zrobi tego nie jestem pewna.
-Dzięki, brakowało mi osoby, z którą mógłbym pogadać.
-Nie ma sprawy, ale jak byś usiadł z nami jak przyszedłeś i powiedział to co mi przed chwilą, to jestem pewna że reszta też by ci przebaczyła, prawda Zayn.
-Tak, stary to było okropne, Caroline może się po tym nie pozbierać ale reszta by ci przebaczyła, no może z wyjątkiem Nialla, ja też bym nie wybaczył tak szybko jakbyś zrobił to May.
-Dzięki, podnosicie mnie na duchu, i wiem żeby z tobą było gorzej Malik, ty May nikomu nie pozwalasz dotknąć-zaśmialiśmy się. Po chwili byliśmy pod szpitalem, reszta wcześniej dotarła ale i tak nie powierzą im Caro, za bardzo się śpieszyli. Weszliśmy do budynku od razu kierując się do sali Caroline, weszliśmy, wszyscy czekali tylko na nas, gdy przekroczyłam próg wygonili mnie, z sali i kazali iść do lekarza po wypis. Więc tak zrobiłam, dostałam wypis, zalecenia i datę na kontrole, ale nie będzie nas już tu, i dlatego poinformowałam o tym lekarza i powiedziałam że mamy prywatnego lekarza który będzie doglądał Caroline, zgodził się, Ze wszystkimi papierami poszłam po całe towarzystwo gdy doszłam do zatrzymali mnie chłopcy tłumacząc że Liam z Caro wszystko sobie wyjaśniają. Długo to trwało ale jak się pogodzili mogliśmy jechać do hotelu który zorganizował Paul, pojechaliśmy tam, rozpakowaliśmy się, i poszliśmy do pokoju Nialla i Caro, codziennie tam przesiadywaliśmy. Cały tydzień wyglądał tak samo, śniadanie, obiad, kolacja, gry i oglądanie filmów odbywało się w pokoju Caro i Nialla, wszystkim się tam podobało, nareszcie nikt się nie kłócił, Po tygodniu ruszyliśmy dalej w trasę.




Woooo rozwaliliście system pod ostatnim rozdziałem dziękujemy za te wszystkie komentarze. Iii pytanko macie jakieś shipper name dla naszych bohaterów? Napiszcie w komentarzu.Enjoy!

piątek, 6 listopada 2015

Rozdział 23

Spacer z niespodzianką...

CARO'S POV
Poranek był bardzo przyjemny, Niall miział mnie z uchem i dmuchał w moje włosy żeby mnie obudzić.Ale w momencie kiedy dotarły do mnie zdarzenia z poprzedniego dnia sielanka się skończyła. Jak na zawołanie w moim żołądku zaczęły się rewolucje. Powtórzyłam rutynę z poprzedniego poranka i wróciłam do pokoju.
-Wszystko ok?- zaniepokojony blondyn podniósł się z łóżka.
-Tak...chy...chyba sie czymś zatrułam.
-Potrzebujesz lekarza?- mała zmarszczka między jego brwiami pogłębiła się.
-Nie!Jest już ok...
-Hmm to dobrze, chodźmy na śniadanie.
Naciągnęłam na tyłek leginsy i poszłam z Niallem.
Skierowaliśmy się do salonu który był połączony z kuchnią. Na kanapie siedział już Liam i Zayn, a May stała przy blacie krojąc warzywa. Ominęłam szerokim łukiem kanapę i podeszłam do przyjaciółki.
-Wszystko w porządku?- wyszeptała nie odrywając wzroku od noża.
-Nie wiem...
-Tylko proszę nie rób nic głupiego.
-Postaram się...pomóc ci?
-Nie trzeba już kończę.
Usiadłam obok Nialla jak najdalej od Liama. Chwilę po tym na stole pojawiło się wiele przysmaków. Nie powiem May się postarała. Posmarowałam kromkę nutellą i zaczęłam powoli jeść pod czujnym okiem przyjaciółki. Kiedy już skończyłam i chciałam odejść od stołu, złapała mnie za rękę.
-Jedz
-Przecież zjadłam
-Za mało, musisz zjeść więcej.
-Nie mam zamiaru
-Zaraz wepchnę ci to jedzenie w gardło.
-Odpierdol się ode mnie, to moja sprawa ile jem!
Wkurzona poszłam do pokoju i zatrzasnęłam drzwi.Nie będzie mi kurwa rozkazywać, to ja jestem w ciąży i to ja będę decydować czy będę jeść dużo czy mało! Chodziłam po pokoju w te i z powrotem, próbując się uspokoić. Nagle naszła mnie genialna myśl. Niemal wybiegając z pokoju wparowała do kuchni gdzie wszyscy jeszcze jedli.
-Czy możemy pójść na spacer? Zawsze chciałam zobaczyć Arizonę, wiecie te plaże i w ogóle ciepełko!-dodałam podekscytowana.
Ludzie popatrzeli na mnie jak na wariatkę po czym zgodnie pokiwali głowami.
-Dlaczego nie?- odezwał się Niall- myślę że to nam dobrze zrobi.
-Ja nie idę - warknął Liam.
- Sorry idę spać- ziewnął Lou a Harry mu przytaknął.
- No to idziemy we czwórkę,zbierajcie się bo pogoda się popsuje!
Złapałam Nialla za rękaw i zaczęłam ciągnąć do drzwi.
- Spokojnie tygrysie...jeszcze się nachodzisz- zaśmiał się blondyn.

MAY'S POV


Szliśmy ulicami Arizony, przechodziliśmy koło sklepów spodobała mi się pewna bluzka na wystawie ale nie powiedziałam nic nikomu. Ja z Caro szłyśmy z przodu a chłopcy za nami i o czymś rozmawiali. W pewnym momencie Caro coś zobaczyła i weszła na drogę żeby przejść na drugą stronę w jednej chwili było słychać pisk opon i huk. Popatrzyłam się w tamto stronę i się przeraziłam, Caro leżała na drodze, przy niej było sporo krwią przed nią stał samochód.
Wyszedł z niego jakiś chłopak podbiegł do niej zrobiłam to samo, sprawdziłam puls był słaby, szybko powiedziałam zdezorientowanym chłopakom żeby zadzwonili po karetkę. Podniosłam się i spojrzałam na chłopaka okazał się nim być Noah którego poznałyśmy w motelu w trakcie ucieczki. -Jak ona tego nie przeżyje zabije cię własnymi rękami.-warknęłam ostro na chłopaka, przestraszył się troche ale gówno mnie to obchodzi. Moja najlepsza przyjaciółka leży na ulicy potrącana i nie przytomna. Niech ta karetka szybciej jedzie bo kurwa nie wytrzymam. Po dłuższej chwili usłyszałam dźwięk karetki. Nareszcie kurwa powiedziałam w myślach. Podjechała z niej wyskoczyli ratownicy i od razu zabrali się za ratowanie Caroline, po sprawdzeniu jej stanu położyli ją na noszach i zanieśli do karetki, lekarz chciał już zamknąć ale mu nie pozwoliłam.
-Przepraszam, mogę jechać z wami. Ja jestem jej jedyną rodziną.-prosiłam go, wręcz błagała, zgodził się w chwili kiedy wsiadałam usłyszałam głos Zayna.
-Do którego szpitala ją zabieracie?- zapytał jakby już ogarnął co się w ogóle stało.
-Do St. Clary, to kilka ulic dalej.
-May, za chwile tam do ciebie dojedziemy.-skinęłam głową na zgodę i w końcu wsiadłam do karetki, od razu ruszyli do szpitala. Szybko znaleźliśmy się w szpitalu, zanieśli ją do jakieś sali nie pozwolili mi tam wejść, usiadłam przed salą i czekałam na jakieś wieści. Po godzinie podeszła do mnie pielęgniarki i wypytywała się o dane Caroline i co się w ogóle stało. Wszystko jej powiedziałam oczywiście bez szczegółów, odeszła i znowu siedziałam sama ale nie na długo, nie minęła dłuższa chwila a do szpitali wpadli chłopcy czyli Zayn i Niall. Zasypali mnie pytaniami a ja patrzyłam się na nich jak głupia. Co ja miałam im powiedzieć jak nic nie wiedziałam.
-Uspokójcie się do chuja-warknęłam na nich- sama nic jeszcze nie wiem, cały czas robią jej jakieś badania.-Opanowali się i usiedli koło mnie. Siedzieliśmy tak bez czynnie ponad godzinę, gdy lekarz wyszedł z sali od razu wstałam i do niego podeszłam.
-Co z nią?
-A kim pani dla pacjentki jest?
-Siostrą. May Janson-podałam mu rękę a on ja przyjął.
-Proszę za mną wszystko pani na spokojnie powiem.-odwrócił się i poszedł do swojego gabinetu a ja za nim. Weszliśmy do jego gabinetu, usiadłam przed biurkiem i czekałam aż zacznie mówić.
-Więc pani siostra jest w stanie stabilnym, jak na razie jest nieprzytomna, ma złamany obojczyk i nogę, ma lekki wstrząs mózgu, sporo zadrapań i siniaków. Jestem zdziwiony że praktycznie wyszła bez szwanku po tak ciężkim potrąceniu.-wydawał się naprawdę zdziwiony ale nie przejmowałam się tym, ważne jest w tym momencie że Caro nie ucierpiała na tym aż tak mocno. Podziękowałam za informacje, już chciałam wychodzić ale zatrzymałam się na chwile i zapytałam czy mogę do niej wejść, pan doktor niechętnie ale się zgodził. Podziękowałam jeszcze raz i poszłam do chłopaków. Gdy do nic dotarłam zobaczyłam jak Horan szarpie się z Noah i na niego krzyczał. Boże nie mógł załatwić tego później?? Jak nastolatki biją się o dziewczynę. Malik mnie zauważył i do mnie podszedł bez słowa się w niego wtuliłam.
-Co z nią malutka?
-Nie najgorzej, trochę jest połamana, poobijana i ma lekki wstrząs mózgu. Szybko wróci do siebie.
-Serio tylko to z nią?-zapytali równocześnie Niall i Noach.
-Tak, debile. Idę do niej na chwile i wracamy do tor busa. Zayn się ze mną zgodził, Niall próbował protestować ale nie dałam mu dojść do słowa. Weszłam do sali, Caroline wyglądała strasznie, miała podrapaną twarz, sporo na niej siniaków, klatka w gipsie tak samo jak noga, głowa owinięta bandażem. Jednym słowem masakra. Posiedziałam tam u niej trochę a potem poszłam do chłopaków i wyszliśmy ze szpitala. Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy do tor busa po rzeczy i przenosimy się do hotelu. Gdy to zrobiliśmy, walnęłam się na moje łoże i przymknęłam oczy, po chwili poczułam jak ktoś nade mną zwisa, otworzyłam oczy a tam Zayn . Jaka niespodzianka-sarkazm. Pocałował mnie namiętnie w usta, zjechał na szyje. Zaczął się rozkręcać ale perfidnie zostało mu to przerwane przez takiego jednego debila o imieniu Harry. No a jakżeby inaczej nasz kochany Haroldzik musi się wpierdolić w takim momencie.
-Czego chcesz?
-Co z Caroline bo Niall nie chce mi nic powiedzieć?-rozżalił się, biedactwo!
-Jeju, człowieku, daj mi się nacieszyć spokojem. Jutro ci wszystko powiem.-westchnęłam zrezygnowana.
-Nooo, dobraa- uśmiechnął się tak dziwnie-miłej zabawy wam życzę!-krzyknął
-Dzięki!-odkrzyknęliśmy razem. Malik znowu zabrał się za całowanie tym razem dobrnęliśmy do końca. Rano wstałam bardzo wcześnie bo o 7.30. Zrobiłam poranną toaletę, ubrałam się poszłam do kuchni, zapomniałam wspomnieć że mieszkam sama w dupnym penthousie, więc poszłam zrobić do kuchni sobie małe śniadanie i przy okazji duże śniadanie dla reszty, zjadłam, poszłam do salonu włączyłam sobie telewizor szukałam jakiegoś filmu i trafiłam na jakiś wciągnął, Po 2 i pół godzinie napisałam smsa z telefonu Mulata do chłopaków że pyszne śniadanko zrobiłam i smsie dołączyłam zdj zastawionego stołu z jedzenie i poszłam obudzić mojego misiaczka. Po niecałych 10 minutach wszyscy siedzieli przy stole, powiedziałam co się stało wczoraj i jakie obrażenia ma Caro. Po śniadaniu pojechaliśmy do szpitala, weszliśmy do sali Caroline, była już przytomna usiadłam koło niej, a Niall poszedł z drugiej strony i ją pocałował. W pewnym momencie przyszedł lekarz i zaczął badać Caro.
-Jak się pani czuje?-zapytał.
-W miarę dobrze, tylko wszystko mnie boli- powiedziała cichym, zachrypniętym głosem.
-Powiem pielęgniarce żeby podała ci coś przeciw bólowego.- skinęła głową na zgode.
-A co mi tak właściwie jest?
-Ma pani lekki wstrząs mózgu, złamany obojczyk, prawą nogę, dużo siniaków i zadrapań, nie jest tak źle jakby się wydawało. Jest jeszcze jedna sprawa, bardziej delikatna.
-Jaka?

-Straciła pani dziecko, podczas potrącenie uderzyła pani brzuchem o asfalt. Przykro mi.













środa, 21 października 2015

Rozdział 22


Nie miła niespodzianka


2 tygodnie później*


Życie w trasie wykańczało mnie. Cały czas siedziałam w busie i mimo że miałam May do towarzystwa to i tak cholernie się nudziłam. Tego poranka obudziło mnie nie przyjemne kręcenie w żołądku. W jednej sekundzie zerwałam sie z łóżka pędząc do łazienki. Kiedy kolacja którą zjadłam poprzedniego wieczoru wylądowała w toalecie, umyłam zęby i skierowałam sie w stronę sypialni w której spałam z Niallem. Przez ten czas kiedy chłopcy są w trasie, moje relacje z blondynem polepszyły się, ale co się dziwić jednak spaliśmy w jednym łóżku. Oczywiście opierałam się przed tym ale nie miałam wyjścia, to albo kanapa. Wślizgnęłam się z powrotem pod kołdrę obok Nialla i zwinęłam się w kulkę z zamiarem ponownego zaśnięcia. Lecz kiedy tylko przymknęłam oczy do moich uszu dotarły krzyki z salonu.
- Co jest- zapytał zdezorientowany Niall.
-Nie wiem, pewnie się znowu o coś kłócą.
Z westchnieniem wygramolił się z łóżka, a blondyn zaraz za mną. Weszliśmy do pomieszczenia gdzie było zamieszanie.Na kanapie siedział Louis i Liam którzy przeglądali się May która ostrym tonem próbowała wyperswadować Zaynowi chodzenie w samych bokserkach.
-Ale co ci się nie podoba? Przecież dobrze leżą!-kłócił się mulat udając niewiniątko.
-Ty serio jesteś takim idiotą czy tylko udajesz? Przecież nie każdy ma ochotę oglądać cie prawie nagiego z rana!
Czy oni naprawde nie mają lepszych powodów do kłótni?
- Rozwiąże wasz problem- wtrąciłam się siadając obok Lou- Zayn się pójdzie ubrać, a May napije się meliski.
- W dupę sobie wsadź tą melisę!
-Myślę że to zbyt hardkorowe jak dla mnie, ale skoro ty to lubisz...
Patrzyła na mnie chwilę ze srogą miną po czym wybuchnęła śmiechem a my do niej dołączyliśmy.
Po południu chłopcy mieli próbę a potem koncert. Po udanym występie, wróciliśmy do busa. Nie było czasu na hotel, już jutro mają następny koncert. Kiedy tylko wpadliśmy do busa wszyscy udaliśmy się do swoich pokoi. Rozebrałam się do bielizny i naciągnęłam na siebie jakąś koszulkę Nialla. Mimo iż nie byliśmy parą lubiłam spać w jego koszulkach, poprostu były wygodnie i ładnie pachniały. Położyłam się w łóżku plecami do chłopaka. Po chwili poczułam jak przylega swoim ciałem do mojego i przytula mnie do siebie. Za moim uchem zaczął składać mokre pocałunki zajeżdżając w dół szyi.
- Skoro razem śpimy i dobrze sie dogadujemy, to może nie zaszkodzi...
Kiedy miałam już się obracać w jego stronę żeby wybić mu ten pomysł z głowy, naszła mnie pewna niepokojąca myśl.
-Niall który dzisiaj jest?
- Jakie to ma znaczenie? Przy tobie czas się nie liczy- szepnął po czym cmoknął mnie w policzek.
- Pytam serio!!
- Yhh...28 maj, a co?
W tym momencie wszystkie puzzle ułożyły się w całość.
- Nic, idę do May.
- Myślę ze to nie jest dobry pomysł, oni sie tam pewnie pieprzą, czego zresztą my nie robimy, dlaczego?
- Nie obchodzi mnie to.
Nie zwracając na niego uwagi niemal wybiegłam z naszej sypialni.
Przeliczyłam to w głowie pięć razy i nadal wychodziło na jedno. Przecież to kurwa nie możliwe... Przecież ja z nikim...O jebana cholera.
Zadudniłam w drzwi sypialni May i Zayna, krzycząc.
- Jesli w tej chwili uprawiacie sex przestańcie, wchodzę!
Bez dalszego wstępu wparowałam im do pokoju. Przykryci po szyje leżeli wytrzeszczając na mnie oczy.
-May ubierz się i przyjdź do salonu, muszę z tobą koniecznie porozmawiać.
-Nie możemy tego zrobić rano?
-NIE!
Wrzasnęłam prawdopodobnie budząc wszystkich, ale jebać to, mam do tego w tej chwili prawo. Po dwóch minutach blondynka weszła do salonu zamykając za sobą drzwi.
-Co jest tak ważnego, że przerwałaś mi w takim momencie?- zapytała lekko zdenerwowana.
- Potrzebuje test ciążowy teraz!
-Yhmm! Że co proszę?
- Później ci wyjaśnię...musisz mi pomóc go zdobyć błagam!
-Poproszę o niego Liama i przy okazji o dyskrecje. Nikt narazie nie może się o tym dowiedzieć.- sapnęła.
-Tylko kurwa nie on! Poproś Zayna, powiedz że potrzebujesz tabletek na ból czegoś tam...
-Dobra pogadam z nim na ten temat, nie obiecuje że mi się uda.- westchnęła.
-Dziękuje -przytuliłam ją- dobrze mieć taką przyjaciółkę.
-Nie dziękuj narazie, nic jeszcze nie zrobiłam. Zaraz z nim pogadam i pojedziemy do apteki.
- Ok poczekam tutaj.
May poszła do pokoju, skąd po chwili usłyszałam podniesiony głos Zayna.
Kłócili się przez chwile po czym szybko wyszli z busa.Siedziałam w salonie i czekałam aż wrócą. Po jakimś czasie wrócili, Zayn od razu poszedł do ich sypialni a May podeszła do mnie.
-I co?-spytałam z niepokojem
-Mam, powiedziałam że to dla mnie, wkurwił się- skrzywiła się.- masz idź go zrób.
Wręczyła mi wąskie pudełko i usiadła na kanapie.
Poczułam jak mój żołądek ściska się ze zdenerwowania. Co jeśli będę w ciąży, co zrobię z dzieckiem?Całkowicie wyłączyłam myślenie przestawiając się na tryb mechaniczny.
Włączyłam się dopiero kiedy stałam w łazience trzymając zrobiony już test. Obróciłam go tak żeby widzieć wynik.Na małym okienku widniały dwie czerwone kreski.
W tym momencie świat zwolnił, nie przytomnie spojrzałam w dół na swój brzuch.Ocuciło mnie pukanie do drzwi.
-Caro?-usłyszałam zaniepokojony głos May- Wszystko ok?
Podeszłam do drzwi otworzyłam je i bez słowa podałam test przyjaciółce.
-O kurwa, z kim? Dlaczego Się nie
 zabezpieczyliście?
- Dobrze wiesz że nigdy tego nie robią, przecież mamy te implanty...może mój przestał działać.
Odpowiedziałam celowo pomijając wcześniejsze pytanie. Wiem że sie wkurwi jesli sie dowie co się stało...
-No tak zapomniałam że sie nie zabezpieczają, nie odpowiedziałaś mi z kim jesteś w ciąży. Chce wiedzieć, wręcz musze to wiedzieć.-warknęła delikatnie na mnie.
-Nie powiem ci...będziesz zła...
-Teraz robię się zła, bo nie chcesz swojej przyjaciółce powiedzieć.
-Too...nie jest łatwe-skrzywiłam się na samą myśl o tym.-To było na imprezie...byłam wstawiona i chciałam iść na górę żeby prze trzeźwieć i...yhm nie mogę...
-Pomału spokojnie, bez pośpiechu, nie stresuj się, tylko mi powiedz.
-Liam mnie zgwałcił-wycedziłam przez zęby.
-Zabije go, kurwa jaki pojeb.- wkurzyła sie i wyszła.
Ześlizgnęłam się w dół po ścianie chowając twarz w dłoniach.I co ja teraz zrobię?

Wróciłam do pokoju wycierając twarz z łez.Obiecałam sobie że nie będę płakać... Ale kto by nie płakał w takiej sytuacji? Będę miała dziecko z gwałcicielem z którym mieszkam! Nie wiem jak sobie z tym poradzę, może je usunę? Nie chce takiego życia dla mojego dziecka...ale czy śmierć była by lepsza? Poddając się weszłam pod kołdrę i wtuliłam się w śpiące ciało Nialla. A może ucieknę razem z dzieckiem?
May's POV
Wyszłam stamtąd wkurwiona, jak on mógł jej to zrobić. Nie na widzę go. Poszłam  do swojej sypialni, tam Malik siedział na łóżku z głową pochyloną w dół, podniósł ją jak weszłam.
- I co?- zapytał z przejęciem. No tak ten test był dla mnie i co ja mam mu teraz powiedzieć.
-Nie jestem w ciąży, fałszywy alarm. Usiadłam mu na kolanach i się w niego wtuliłam, złość na Liama częściowo  mi przeszła.
-Uhhh, to dobrze.-oplótł mnie rękami i mocno mnie ścisnął. Odsunęłam się troche i go pocałowałam. O dalszym ciągu  nie musze mówić, powiem że kompletnie zapomniałam o tamtej sytuacji.

środa, 14 października 2015

Rozdział 21

Trasa...

MAY'S POV
Po 20 minutach niczego już nie było, ja z tego wszystkiego zjadłam parę nuggetsów, bo resztę porwał mi Zayn i do niego dołączył się Niall. Oglądaliśmy film, nie wiem jaki bo się na nim nie skupiłam zbytnio bo mi taki jeden nie pozwalał, a najlepsze że pomiędzy nami nadal siedzi Caroline . Pod koniec filmu zabrzmiał dzwonek telefonu Liama, sprawdził kto to i wyszedł z pokoju. Po dziesięciu minutach wrócił. Mam wam coś do powiedzenia-wszyscy jak jeden mąż spojrzeliśmy na niego- za tydzień jedziemy w trasę, ale jest jeden mały problem, Paul zakazał nam brania ze sobą kogokolwiek towarzyszącego.-końcówkę dodał trochę ciszej.
-Chyba sobie kpi, ja bez dziewczyn, a w szczególności bez May się nie ruszę, mowy nie ma- warknął Zayn. Stary to nie moja decyzja, pogadaj z Paulem ale wątpię że zmieni zdanie. Pogadam żebyś wiedział- Mulat gwałtownie wstał i wyszedł z salonu.
Popatrzeliśmy się po sobie, ale nic nie mówiąc z powrotem skupiliśmy się na filmie. Po jakimś czasie Zayn wrócił, przytulił mnie i oglądał film.
-I co załatwiłeś coś?- zapytał Niall, było słychać przejęcie w jego głosie.
-tak dziewczyny jadą z nami- chłopcy się ucieszyli, ja tylko uśmiechnęłam i popatrzyłam na Caro która miała kwaśna minę.
-Czy wy naprawdę uważacie że z wami pojadę?-przewróciła oczami.
-Tak pojedziesz-warknął Liam.
-Nie nie pojadę. Nie mam zamiaru spędzać z wami kilku miesięcy w ciasnym busie, mam już was dosyć tutaj.-wycedziła ostro przez zęby.
-Nie masz tu nic do powiedzenia, jedziesz z nami i kropka, wytrzymałaś tyle to wytrzymasz jeszcze trochę.
-Jasne...skoro May nie daje wam dupy bo jest z Zaynem, to będziecie mnie używać jako zabawki?!-wykrzyczała mu prosto w twarz.
-Coś w ten deseń- odburknął.
-Nie ma mowy, ona jest nietykalna. Znajdźcie sobie kogoś innego do pieprzenia kurwa!- ryknął Niall, jeszcze go takiego złego nie widziałam.
-Czyli nie jadę prawda Ni?-zrobiła na niego słodkie oczy.
-Jedziesz, będziesz ze mną spała, nikt cie nie dotknie, nie pozwolę na to- puścił do niej oczko.
-Pff...chuje- mruknęła tak cicho że tylko ja i Zayn zdołaliśmy ją usłyszeć.
Zaśmiałam się pod nosem wraz z Zanynem. Nie chciało mi się słuchać ich przekomarzania, więc wstałam i poszła do siłowni. Gdy weszłam do niej od razu zaczęłam ćwiczyć, nie długo cieszyła się ciszą, ktoś wszedł do siłowni, ale nie wiem kto bo stała tyłem do drzwi. Poczułam na biodrach ręce i od razu zorientowałam się kto to.
-Kochanie-pocałował mnie w kark-czemu tu siedzisz?
-Chciałam pobyć trochę w ciszy-odwróciłam głowę w jego stronę i pocałowałam delikatnie w usta, chciałam się odsunąć ale Malik mi na to nie pozwolił i pogłębił pocałunek. Wziął mnie na ręce , owinęłam nogami jego biodra, podszedł do mat do ćwiczeń i położył mnie na nich, ściągnął ze mnie koszulkę i zaczął schodzić pocałunkami w dół, od szyi do zapięcia moich spodni. Zatrzymałam go, ciągnąc za koszulkę, ściągnął ją i od razu wzięłam się za ściąganie jego spodni, po chwili był w samych bokserkach. Odwróciłam nas tak że ja górowałam, pochyliłam się i zaczęłam całować jego szyje, zrobiłam na niej malinkę-zajęczał. Oderwałam się od jego szyi i zaczęłam całować jego klatę zjeżdżając coraz niżej aż do gumki jego bokserek,przejechałam dłonią koło jego członka zahaczając delikatnie o niego, Zayn gwałtownie wciągnął powietrze, uśmiechnęłam się pod nosem. Dręczyłam go trochę, on się zdenerwował i obrócił nas do poprzedniej pozycji. Zdarł ze mnie spodnie wraz z majtkami.
-Teraz ja się pobawię - puścił mi oczko, całował mnie po klatce, przeszkadzał mu trochę stanik więc go zdjął, przyssał się do prawego sutka,-zajęczałam żałośnie, ssał go, przygryzał a na końcu pociągnął, przeniósł się na drugi, zrobił z nim dokładnie to samo. Gdy skończył zajmować się moimi piersiami zaczął zjeżdżać pocałunkami w dół, przez brzuch aż do cipki, ominął ją i przeszedł pocałunkami na wewnętrzną stronę ud, wiłam się pod nim. Palcem przejechał delikatnie po łechtaczce i tak zostawił.
-Zayn nie znęcaj się nade mną-jęknęłam przeciągle. Zaśmiał się pod nosem, podniósł się do wyżej, pocałował mnie w usta, przystawił członek do mojego wejścia i wszedł we mnie gwałtownie ale nie bolało bo byłam już do tego przyzwyczajona. Poruszał się cały czas tym samym tępem dopóki nie usłyszeliśmy....
-May, Caroline jest znowu wkurwiająca! Zrób coś z nią bo...ups...-do siłowni wparował Louis.
-Louis, kurwa, wypierdalaj stąd.-krzyczał na niego Malik, nie przestając się we mnie poruszać. Louis szybko się wycofał. A my żeśmy dokończyli to co trwało. Po niespełna 10 minutach doszliśmy, położyliśmy się żeby się uspokoić po dużym orgazmie. Gdy oddechy nam się unormowały, zaczęliśmy się pomału ubierać, ubrałam się i kierowałam do wyjścia ale nie doszłam po zostałam pociągnięta za rękę wylądowałam na torsie Malika, pocałował mnie mocno w usta.
-Teraz możemy iść.-mruknął.
-Jesteś niemożliwy misiek.-chwyciłam go za rękę i poszliśmy na górę. Gdy dotarliśmy do salonu tam zastaliśmy kłócących się Caro i Liama, darli się jakby na meczu kuźwa byli.
-STOP!-rykłam, uspokoili się.-Co tu do chuja się dzieje? -zapytałam wkurzona.
-To on zaczął się o gówno czepiać- odezwała się poddenerwowana Caroline i wskazała na Liama.
-Nie prawda, ona ma jakieś wąty do mnie, a nic nie zrobiłem Liam.
-Jezu ludzie, ogarnijcie dupy, w końcu dorośli jesteście.-jęknął Mulat, sadzając swój tyłek na fotelu i przy okazji ciągnąc mnie za rękę wylądowałam na jego kolanach, wtuliłam się w niego.
-Nie, bo ona się czepia.-Liam wskazał na Caro.
-Nie to on się czepia.-Teraz Caro na Liama, jak dzieci.
-Skończcie, mam tego już dosyć.- mruknął zmęczony Niall. Uciszyli się w końcu, Caro podeszła do Nialla, usiadła koło niego i się w niego wtuliła. Nastała cisza, tylko telewizor grał. Włączyliśmy jakiś film, w połowie filmu, poszłam do kuchni po jakieś żarełko, przyniosłam wszystko to co znalazłam, położyłam na stół, wróciłam jeszcze raz do kuchni i wzięłam jakieś piwo i soki. Wróciłam do salonu to na stole już prawie nic nie było. Usiadłam z powrotem na kolanach mojego chłopaka, podałam mu jedną butelkę piwa za to dostałam buziaka, po chwili byłam już skupiona na filmie. Nie skończyło się na jednym, obejrzeliśmy chyba z cztery, potem pograliśmy w butelkę na pytania, około 3 nad ranem poszliśmy spać. Po przebudzeniu, wstałam, poszłam do łazienki zrobić poranną toaletę, potem zeszłam na dół zjeść śniadanie i zrobić je reszcie, gdy zrobiłam i zjadłam, wróciłam do pokoju zacząć się pakować na trasę która miała trwać około pół roku.
Tak zleciał mi cały dzień z przerwami na coś przyjemnego. Następnego dnia z samego rana pojechaliśmy na lotnisko, szybko przeszliśmy przez kontrole i wylecieliśmy do Irlandii tam z lotniska mieliśmy jechać tor busem.


Gdy dolecieliśmy, parę godzin spędziliśmy na dojechanie do Dublina. Gdy dojechaliśmy pod arenie tu będzie koncert chłopaków, wyszliśmy się przewietrzyć, za godzinę chłopcy mają koncert, właśnie musimy iść na próbę. Na próbie byli świetni, zresztą na koncercie głównym też. W sumie tak nam przeleciał cały tydzień, na jeździe na różne koncerty, chłopcy nie mieli ani chwili oddechu co chwile coś. Po tygodniu mogli trochę odsapnąć.





****Przepraszam za spóźnienie z dodaniem rozdziału!!!!

niedziela, 27 września 2015

Rozdział 20

Kac po urodzinkach...


MAY'S POV
Udana imprezka urodzinowa Caro

Przebudziłam się nagle, podniosłam się gwałtownie i od razu tego pożałowałam bo głowa napierdalała mi jakbym piła przez tydzień. Położyłam się z powrotem i pomału odwracałam głowę w różne strony żeby zlokalizować w jakim pokoju jestem. Na początku nie mogłam rozpoznać pokoju ale moją uwagę przykuły koszule porozrzucane po całym pokoju. Już wiedziałam kogo to pokój. Harego. Co ja tu kuźwa robię, nagle usłyszałam dziwny dźwięk dochodzący z łazienki. Podniosłam się pomału z łóżka i poszłam sprawdzić co wydobywało taki dźwięk. Weszłam do łazienki i co zobaczyłam? Harrego w wannie!
Hahaha
Wybuchłam głośnym śmiechem a on i tak się nie obudził musiał naprawdę mocno zabalować, wyszłam z łazienki zostawiając go tak, usiadłam ponownie na łóżku bo zakręciło mi się w głowie. Kurwa! Powiedziałam w myślach. Usłyszałam że ktoś się wydziera na korytarzu, po chwili rozpoznałam donośny głos Zayna.
-May, kurwa gdzie jesteś!!- zaczęłam chichotać, pomału podeszłam do drzwi je otworzyłam, wyszłam na korytarz. Zobaczyłam Malika jak wychodził z pokoju Caro.
-Czego się wydzierasz od rano ty debili!- warknął na niego Liam, jeszcze mnie nie zauważyli.-znajdzie się, sprawdź w pokoju Harrego.
-Nie musi, tu jestem.- odezwałam się i poszłam na dól do kuchni po tabletki. Za sobą słyszałam kroki zapewne Zayn za mną szedł.
-Czemu byłaś w...- nie zdążył dokończyć bo mu się wcięłam w zdanie.
-Nie zaczynaj-warknęłam- nie mam pojęcia jak tam się znalazłam za dużo wypiłam wczoraj. Obudziłam się sama w łóżku w ubraniach-westchnęłam-usłyszałam dźwięk z łazienki, poszłam tam a tam zobaczyłam śpiącego Harrego w wannie- zaczęłam się śmiać, przypominając sobie ten widok,
Nasz śpiący w wannie Haroldzik :)
Zayn dołączył do mnie. Po dłuższej chwili żeśmy się uspokoili, podszedł do mnie i mnie przytulił.
-Przepraszam-wyszeptał do ucha-wiesz jaki jestem o Ciebie zazdrosny-pocałował w ucho.
-Wiem o tym, niekiedy przesadzasz wiesz?-odwróciłam się do niego.
-Tsa, wiem, nie będę robić o to afery ale żeby mi się to nie powtórzyło.-pogroził palcem, zaśmiałam się.
-Dobrze.-odsunęłam się.- A teraz chodź weżniemy prysznic.-pociągnęłam go za rękę.
-Dobra, już idę, idę- zaśmiał się. Poszliśmy do naszego pokoju, weszliśmy do niego to od razu skierowaliśmy się do łazienki.Wykąpaliśmy się, wysuszyliśmy i wyszliśmy z łazienki, skierowałam się do garderoby żeby się ubrać ale nie dotarłam do niej bo zostałam pociągnięta za rękę do tyłu i wpadłam na tors mojego cudnego chłopaka, odwrócił mnie do siebie i wpił się w moje usta, całował zachłannie w powietrzu było czuć pożądaniem, podniósł mnie za uda i skierował się w stronę łóżka, położył mnie na mim. Możecie się domyślić co było dalej. Po 30 minutach skończyliśmy i mogłam się w końcu ubrać. Ubrana zeszłam na dół w salonie siedzieli skacowani chłopcy, oj biedactwa.
-Siema chłopaki.-wydarłam się że by ich wkurzyć, skrzywili się z bólu.
-Kurwa nie drzyj się tak.-warknął Harry.-głowa mi pęka.- dodał trochę spokojniej.
-Ojej, ale mi cie szkoda.- zaśmiałam się.
-Pff...-prychnął- może zrób śniadanie a nie się z nas nabijasz.
-Na śniadanie trochę już za późno. A tak w ogóle to masz rączki prawda.-prychnęłam ale nie złośliwie.- Obiadu mi się nie chce robić, zamówię coś. Co chcecie?-zapytałam.
-Nugetsy- powiedział głośno Niall.
-Natos- dodał Louis.
-Dobra to zamówię dla każdego po nugetsach i natos. Wyszłam z salonu i poszłam znowu do pokoju do Zayna, poprosiłam go o telefon żebym mogła zadzwonić po jedzenie, dał mi go ale miałam dzwonić przy nim, zgodziłam się. Po zadzwonieniu zeszliśmy na dół do salonu, usiedliśmy na kanapie centralnie przed tv. Po 15 minutach zadzwonił dzwonek do drzwi, wstałam z Zaynem i poszliśmy odebrać zamówione jedzenie, wzięłam je i zaniosłam do salonu, chłopcy się na nie rzucili, po niespełna 5 minutach w salonie pojawiła się Caro, wzięła swoją porcje jedzenia i usiadła między mną a Zaynem, a przecież było miejsce obok Liama ale nie wnikam czemu tam nie usiadła.




('-') Jak się podobał rozdział prosze o komentarze. Jak coś było nie tak to też prosze o napisanie co się nie podobało. Miłego czytania wam życzy May...

czwartek, 24 września 2015

Rozdział 19

ZJEBANE URODZINY
Kiedy wjeżdżaliśmy w ulice na której stał dom chłopaków, do moich uszu dotarł głośny łomot muzyki, jak się chwile później okazało , hałas pochodził od mocno oświetlonej willi w której aktualnie mieszkałam. Zmarszczyłam brwi w konsternacji, po jaką cholerę jechaliśmy do klubu skoro tu też jest impreza. Wysiadłam z samochodu nie zawracając uwagi na resztę i szybkim krokiem podążyłam w stronę domu. Kiedy otworzyłam drzwi do moich nozdrzy dotarł mocny zapach alkoholu. Aha czyli tak się bawią beze mnie? Przebiłam sie przez tłum ludzi w stronę kuchni gdzie zrobiłam sobie mocnego drinka.Nareszcie.
Kiedy miałam już brać łyka kubek został wyrwany z mojej ręki.
-Dziękuje że mi zrobiłaś drinka Caroline - usłyszałam pijacki głos Harrego.
-To akurat moje, zrób sobie sam- odebrałam to co moje i ruszyłam w stronę salonu.Wypiłam duszkiem zawartość kubka i wbiłam się w tłum ludzi.
Impreza trwała w najlepsze a ja byłam coraz bardziej pijana. W pewnym momencie poczułam że moje nogi odmawiają posłuszeństwa. Chwiejnym krokiem podążyłam w stronę schodów. Nie było dla mnie zdziwieniem kiedy zobaczyłam May i Zayna praktycznie pieprzących się przy ścianie. Podpierając się o barierkę weszłam na górę. Nie zdążyłam nawet puścić poręczy kiedy zostałam pociągnięta w głąb korytarza. Przez chwilę mignęła mi twarz Liama i zanim się obejrzałam zostałam pchnięta na łóżko w jego pokoju.
-Może ominęła cie kara,ale teraz już sie nie wywiniesz.-wysyczał przez zęby.
Z racji tego że byłam dosyć wstawiona, mój mózg potrzebował chwili na przyswojenie jego słów.
-Chyba sobie kurwa żartujesz!
Zaczęłam się szamotać pod jego silnymi ramionami lecz na nic się to zdawało. Gwałtownie zdarł ze mnie bluzkę i naparł na mnie swoim nabrzmiałym członkiem.
-ymm...tak bardzo mi tego brakowało...
Próbowałam odepchnąć go od siebie ale z marnym skutkiem, za nim się obejrzałam byłam w samej bieliźnie a jego ręce jeździły po całym moim ciele.Jednym szybkim ruchem zerwał moje majtki.
-Zostaw mnie kurwa! Liam jesteś pijany!- krzyczałam do jego ucha cały czas się szamocząc.
Ale on tylko sapnął i wszedł we mnie mocno.Ostry ból rozprzestrzenił się po mojej pochwie a po moim policzku spłynęła pojedyncza łza. Mój gwałciciel wykonywał bezlitosne pchnięcia przez kolejne 10 minut. Kiedy w końcu skończył wyszedł ze mnie i na odchodne klepnął mnie w tyłek. Po tym jak Liam wyszedł zebrałam swoje ubrania i wymknęłam sie do swojego pokoju. Zamknęłam drzwi na klucz i zwinęłam sie w kłębek na łóżku. Nigdy mu tego nie zapomnę...


PRZEPRASZAM!! wiem że rozdział maił być miesiąc temu aleee wiecie początek szkoły i w ogóle. Więc macie rozdział i podczas tego weekendu May powinna dodać następny jako rekompensatę. Enjoy!

czwartek, 20 sierpnia 2015

Rozdział 18

Ten dzień


Po tym jak zjadłam śniadanie, postanowiłam pójść popływać aby zabić czas. Dziś moje osiemnaste i mam zamiar spędzić  ten dzień  na pływaniu i oglądaniu telewizji. Nie sądzę żeby ktokolwiek wysilał sie na jakiekolwiek życzenia, więc nie mam zamiaru o tym wspominać. Wskoczyłam do wody i zrobiłam pierwsze ruchy aby wypłynąć na powierzchnię. Położyłam się na wodzie i całkowicie rozlźniłam ciało, dryfując po całym basenie. Gwałtownie zgięłam się w połowie i zanurkowałam  na samo dno.Postanowiłam na luzie przepłynąć trzy kilometry i skończyć na dziś.
Kiedy wyszłam z basenu, cudownie
 odświeżona, podeszłam do drzwi i pociągnęłam za klamkę. Zamknięte? Po kilkominutowej szarpaninie z przeszkodą poddałam się, stwierdzając że ci idiocie mnie tu zamknęli.
-Otwórzcie te debilne drzwi- krzyczałam waląc w drewnianą powłokę.
Po chwili bez sensownego dudnienia w drzwi, po drugiej stronie usłyszałam kroki.
-Kimkolwiek jesteś kurwa wypuść mnie!-krzyknęłam prosto w drewno.
Zamek irytująco zgrzytnął a przede mną pojawiła się uśmiechnięta twarz Harry'ego.
-Z czego się cieszysz?! Ja tu prawie z głodu umarłam.
- Tak to jest jak się codziennie na śniadanie je tylko jogurt-odpowiedział robiąc minę znawcy-powinnaś więcej jeść.
-Oh zamknij się - wywróciłam na niego oczami - moja sprawa, mój żołądek, moja dupa, amen.
Wyminęłam loczka i podreptałam do kuchni. Kiedy tylko przekroczyłam jej próg, zauważyłam May krojącą jakieś warzywa i Zayna uwieszonego na jej talii. Powstrzymując odruch wymiotny, skierowałam się do mojego pokoju przebrać się. Wchodząc po schodach usłyszałam krzyk przyjaciółki.
- Ubierz coś ładnego!
Co ona kurwa w myślach czyta?!
Postanowiłam ubrać czarne rurki, niebieską mgiełkę wsadziłam w spodnie a na nogi włożyłam czarne szpilki z ćwiekami na pięcie, pod to oczywiście czarna koronkowy komplet. Zrobiłam smokey eye i przeczesałam włosy zostawiając fale które zostały po pływaniu Przejrzałam się w lustrze oceniając efekt końcowy. Tak wyszło seksownie...
Zeszłam na dół do salonu gdzie siedział Lou z Harrym.
- Hej co robicie?-stanęłam za nimi opierające się o framugę.
- W sumie to nic...wow-zająkał się Louis-kim jesteś i co zrobiłaś z Caroline?
-Przesadzasz...to tylko szpilki...
-Ubieraj się tak codziennie proszę -usłyszałam za sobą głos Nialla.
Obróciłam się w jego stronę i uniosłam brew.
- Czarne spodnie nosze codziennie.
-Ale to...-zakreślił nie określony ruch ręką- to..
-Nie produkuj się - wtrącił się Harry - to poprostu seksowne.
Zaśmiałam się z ich reakcji i weszłam do kuchni.
-Ooo i oto mi chodziło- uśmiechnęła się May - zaraz wychodzimy do klubu zjesz coś?
Pokręciłam głową i usiadłam przy wysepce.
Nie wiarygodne...zaledwie tydzień temu uciekłyśmy a teraz zabierają nas do klubu?
Możliwe że to z powodu moich urodzin ale jednak.
-Idziemy wszyscy?
Zgaduje że każdy będzie nas pilnował...
-Nie tylko ja, Zayn, ty i Niall.
- Jak to?
-Po prostu namówiłam Zayna żebyśmy poszli. W końcu trzeba uczcić twoją osiemnastkę- zaśpiewała wesoło.
-Oh ok...
*~*~*~*
Siedzieliśmy w klubie dwie godziny. May z Zaynem tańczyli w najlepsze. A Niall nieudolnie próbował mnie do tego zmusić. Pewnie poszła bym zatańczyć gdybym wypiła drinka, ale niee pan Horan oczywiście nie dał mi nic pić prócz wody. Nawet nie chciał mi wytłumaczyć dlaczego, poprostu nie. W każdym razie siedzimy w samochodzie i jedziemy do domu. Nasza urocza parka uchachana , Niall dźgający mnie w bok i ja z policzkiem przyciśniętym do szyby.


Wiem że krótki ale naprawde nie mam czasu na pisanie w sanatorium, a teraz się jeszcze rozchorowałam. Za jakiekolwiek błędy przepraszam. Następny rozdział postaram się dodać 28.08.15. Enjoy!~ Caro

środa, 12 sierpnia 2015

Rozdział

Mamy mały problem z dodaniem kolejnego rozdziału. Wczoraj wróciłam z wakacji (May) i nie miałam jak dodać rozdziału. Caro miała dodać ale chyba zapomniała. Bardzo przepraszamy za te opuźnienia za to będą dodane 2 rozdziały jak najszybciej.

piątek, 17 lipca 2015

Rozdział 17

Rozejm między May a Zaynem

NIALL'S POV
Wyszedłem z pokoju gdzie odbywała się kara May. Nie chciałem na to patrzeć, to nie jest właściwe, karać je tylko dlatego że chciały się od nas uwolnić. Ale Liam uważa że to nauczy je dyscypliny i będą się bały uciec ponownie. Moim zdaniem jedynym czego będą się bały to my. W sumie to May będzie się bała, na szczęście uratowałem Caro od tej okropności. Nie byłbym w stanie siedzieć spokojnie ze świadomością że chłopcy ją tam krzywdzą, a co dopiero sam to robić. Powoli skierowałem się do salonu, gdzie miałem nadzieję spotkać Caro. Wkroczyłem niepewnie do pomieszczenia, dostrzegając dziewczynę siedzącą na kanapie. U siadłem koło niej i spojrzałem na jej twarz. Ze skupieniem oglądała program motoryzacyjny, nawet nie zwracając na mnie uwagi. Postanowiłem dać jej trochę spokoju i sam spojrzałem na telewizor.Dosyć młody chłopak opowiadał o poszczególnych modelach aut. Mimo tego że mało mnie to w tej chwili interesowało, wpatrywałem się bezsensownie w ekran myśląc o tym jak zacząć rozmowę. Jak tylko program się skończył, odwróciłem się do Caroline.
-yghm...może zagramy w fifę?- zapytałem niepewnie.
-Dlaczego nie.-wzruszyła ramionami nadal nie odrywając wzroku od ekranu.
Z westchnieniem wstałem z kanapy żeby włączyć konsolę.
Yhh, przecież muszę z nią porozmawiać, jeśli tak dalej pójdzie nic z tego nie będzie. Podałem jej pada, udzielając pierwszeństwa do wybrania drużyny. Chociaż nie spodziewałem się tego że wybierze Chelsea. Ja nie mając wyboru wybrałem Irlandzką drużynę.
Zaczeliśmy mecz w milczeniu, co szybko przerwałem.
-Jesteś na mnie zła?
-Uratowałeś mój tyłek od batów, chyba nie powinnam.
-Niechciałem żebyś cierpiała, nie mógłbym na to patrzeć- spojrzałem na nią ze smutkiem?
-Ale nie rusza cię to że May teraz tam cierpi?-zaśmiała się pod nosem- w ogóle dlaczego tu jeszcze siedzisz? Idź też się nad nią znęcać.-Syknęła z jadem strzelając mi pierwszego gola.
-To nie tak, że chce żeby była karana. - westchnąłem z rezygnacją- gdybym chciał jeszcze ją z tego wyciągnąć, chłopaki by się wkurzyli. Co jak co, ale w końcu od nas uciekłyście, oni uważają że za to musicie być ukarane.
-Nie wpadłeś może na to że nie chcemy tu być?-zatrzymała grę i spojrzała na mnie ze wściekłością.
-Dobrze wiesz że nie możemy was wypuścić, jeśli cokolwiek się wyda, trafimy do kicia-poziom mojej irytacji zaczął rosnąć.
-To było nas nie porywać!
-Wiem to było głupie...ale teraz musimy stawić czoła konsekwencją.
-A jeśli obiecamy wam że nikomu nie powiemy, to wypuścicie nas?
-Nie.
-Dlaczego?-patrzyła na mnie tymi wielkimi oczami, a mnie zmiękło serce.
-Umm...Caro, ja nie sądzę żeby Zayn dał odejść May, on za bardzo ją kocha. I...ja nie chce, abyś ty odeszła.
Patrzyłem z nadzieją w jej oczy, oczekując jakiejś odpowiedzi. Ale ona tylko wzruszyła ramionami i odwróciła się do telewizora.
-Cokolwiek.
Kiedy włączyliśmy z powrotem grę do salonu wszedł podłamany Zayn. Usiadł na jednym z foteli i pusto patrzył w okno przed nim.
-Wszystko okay stary?-spytałem zmartwiony.
-Nic nie jest Niall,nic...
MAY'S POV
W sobotę tydzień później czułam się na tyle dobrze ż wyszłam z łóżka, poszłam się odświeżyć, myłam się przez godzinę. Wyszłam z łazienki w ręczniku, na łóżku siedział Zayn i mi się przyglądał, ja go olałam i poszłam się ubrać. Ubrana wyszłam z pokoju, bolą mnie jeszcze plecy i nogi ale daje rade. Weszłam do kuchni, siedzieli tam Louis i Liam, nie przywitałam się.
-Cześć- odezwał się pierwszy Louis- Chcesz śniadanie?- kiwnęłam głową na tak. Obaj wstali i zabrali się za śniadanie, Liam smażył jajecznice, a Louis smarował kanapki masłem i kroił pomidory potem położył go na kanapki do tego zrobili mi zielona herbatę (moja ulubiona) i postawili sok pomarańczowy przede mną. W między czasie do kuchni przyszła reszta, koło mnie usiedli Zayn i Caro, obok Caro Niall a potem Harry, Naill po chwili wstał i podszedł do lodówki, wyjął z niej jogurt i podał go Caro, normalnie sługa się dla niej zrobił. Po niecałych 15 minutach śniadanie stało przede mną. Jadłam pomału bo nigdzie mi się nie spieszyło, jadłam je chyba przez pól godziny, reszta się zmyła po 10 minutach, został ze mną tylko Malik, nie chciałam jeszcze się do niego nie odzywać, ale denerwowała mnie ta cisza:
-Malik?- popatrzyłam na niego, on się do mnie odwrócił i kiwnął głową żebym kontynuowała.-denerwuje mnie to
-Co?
-Ta cisza między nami.
-Mnie też. Ale to ty ni chciałaś ze mną rozmawiać, nie pozwoliłaś niczego wytłumaczyć.
-Teraz masz szanse. Ale po wytłumaczeniu i tak ci nie wybaczę.
-To co mam zrobić żebyś mi wybaczyła?
-Wymyśl coś, niczego nie będę ci podpowiadać, sam wymyśl.
-Dobrze, chodź pójdziemy do naszego pokoju porozmawiać.-wstał wystawił rękę do mnie przyjęłam ją, wstałam i poszliśmy do pokoju. W pokoju usiadłam na łóżku, Zayn stanął koło komody i się o nią oparł.
-No to mów.
-Chciałem cię na początku przeprosić za to co ci chłopaki zrobili, nie miałem innego wyjścia jak zgodzić się na tą kare dla ciebie, Niall od razu stanął za Caroline że jej nie wolno tego zrobić, ja też nie chciałem żeby robili coś wam ale nie miałem zbytnio nic do gadania...-machnęłam ręką żeby nie kontynuował tych bzdur.
-Malik skończ pieprzyć, nie rób z siebie niewiniątka, wiem jak było i co się stało, połowa z tego co powiedziałeś to nie prawda. Daje ci ostatnią szanse żebyś naprawił to co żeś spieprzył. Jeszcze na dodatek trzeba Caro urodziny zorganizować.
-Dziękuje na pewno wykorzystam tą szanse, a co do urodzin Caro chłopcy się tym zajmą.
-Okej, idę na dół.- Wyszłam z pokoju i zeszłam na dół do salonu, usiadłam na kanapie i włączyłam telewizor. Siedziałam przed telewizorem jakieś 2 godz., potem przyszedł Malik i powiedział żebym ubrała jakieś ciuchy wieczorowe, zgodziłam się i tak mi się nudziło. Ubrałam małą czarną i baleriny, pomalowałam się delikatnie włosy zostawiłam rozpuszczone. Zeszłam na dół tam już czekał na mnie Zayn ubrany w eleganckie jeansy, marynarka i biała koszulka. Wyszliśmy z domy, wsiedliśmy do jego auta i pojechaliśmy, nie wiedziałam gdzie jedziemy, Zaza nie chciał mi powiedzieć. Zatrzymaliśmy się na ............ , akurat był zachód słońca, wysiadłam z samochodu podeszłam do krawędzi i podziwiałam krajobraz, Zayn rozłożył koc przed autem, położył na nim koszyk, usiadłam na nim. Siedzieliśmy kilka godzin rozmawialiśmy, jedliśmy, wygłupialiśmy się i najważniejsze pogodziliśmy się , w pewnym momencie Zayn się na chylił i namiętnie pocałował, możecie się domyślić jak to się skończyło. Do domu wróciliśmy chwilę przed północą, weszliśmy do swojego pokoju, rozebraliśmy się i poszliśmy się wykąpać, po wykąpaniu szybko wyszliśmy z łazienki, gdy wychodziliśmy rzuciliśmy się na siebie, znowu żeśmy się kochali, spać poszliśmy koło 3 nad ranem. Rano wstaliśmy, szybko się ubraliśmy i zeszliśmy na dół, tam już wszyscy byli nie byłam zdziwiona bo przecież już 11 rano była. Caro właśnie kończyła swój jogurt i oznajmiła że idzie na basen, jak wyszła powiedziałam chłopakom że pójdę ją zamknąć a oni zaczną szykować jej urodzinową imprezę, zgodzili się od razu. Wstałam i poszłam na basen sprawdziłam czy na pewno tam jest i zamknęłam drzwi na klucz..

 







piątek, 3 lipca 2015

Rozdział 16

Liam, Louis, Harry i May...

LIAM'S POV
Wstaliśmy i poszliśmy na górę do pokoju zabaw. Weszliśmy do środka i od razu podeszliśmy do szpicrut i w zieliśmy cztery różnego rodzaju, położyliśmy je koło łóżka, podszedłem do komody i wyciągnąłem kilka sznurków, przepaskę, wibrator, kajdany, roszpunkę i spinki podałem to chłopakom każdy wziął co chciał i położył koło miejsca które wybrał. Ja wybrałem łóżko i dlatego będę korzystał ze wszystkiego. Harry wybrał krzyż, kajdany i szpicrut, ale powiedział że też będzie korzystał ze wszystkiego, Louis wybrał ławkę, wibrator i spinki. Niall stwierdził że będzie na każdym po kolei i na końcu jak my skończymy się zabawiać.
-Harry idź po May. Zabawę czas zacząć.- Harry wyszedł, a ja zatarłem ręce Po chwili wrócił ale z May.
-Nie robiła żadnych problemów?- zapytałem bo dziwnie że tak stała i się nie broniła.
-Nie, nawet sama tu przyszła.- odpowiedział tak samo zdziwiony.
-May, co ci?
-Nic a co ma być.- odpowiedziała bez żadnych emocji, jej wzrok był pusty, bez jakichkolwiek emocji.
-To co zaczynamy? Kto pierwszy?-zapytał Lou.
-Ja!- wydarł się Harry.
-Dobra to zaczynaj, a my popatrzymy.- odpaliłem.
Podprowadził ją pod krzyż, założył jej kajdany i przyczepił do krzyża, za jednym zamachem ściągnął z niej spodnie i majtki. Górnego ubioru nie miała nawet nie wiem jakim cudem. Wziął w rękę szpicrute i zaczął nią jeździć po jej ciele. Obszedł ją dookoła i uderzył ją w dupę. Przeszedł do przodu i uderzył ją w brzuch, a ona krzyknęła z bólu. Z tą karą to chyba nie był najlepszy pomysł.-Pomyślałem. Harry uderzył ją jeszcze kilka razy w inne części ciała. Na jej ciele powstały czerwone ślady po uderzeniach. W rękę wziął wibrator i w nią go włożył, aż podskoczyła, wziął w rękę pilot i zaczął go włączać. May zaczęła jęczeć, wiła się w różne strony. Harry włączył chyba na najwyższy bo po niej widziałem że jest blisko.
-Nie wolno ci dojść.- warknął, May się nie odezwała.-Zrozumiałaś!- warknął
-Rozumiem, nie musisz tak warczeć bo psem nie jesteś.-odpyskowała mu. Jestem pod wrażeniem, ona nikogo się nie boi, odpyskuje nawet największemu chujowi.
-Nie pyskuj, bo oberwiesz.-Harry robił się jeszcze bardziej wkurwiony.
-I tak oberwę to co za różnica.
-Stul pysk.-krzyknął na nią, a ona nic sobie z tego nie robiła, więc jej przywalił ręką w tyłek. Warknęła na niego, tym razem on nic sobie z tego nie zrobił. Wyłączył wibrator, wyciągnął go z niej, odłożył na bok. Podszedł do niej, obniżył krzyż tak żeby jej głowa była na poziomie jego rozporka. Ściągnął spodnie wraz z bokserkami, podstawił jej pod buzie swojego kutasa.
-Ssij!- warknął rozkazując. May zaczęła się stawiać i pokręciła głową na Nie. Wziął go w swoją jedną rękę, drugą trzymał ją z tyłu głowę żeby ją nie ruszała i wepchnął jej do buzi swojego przyjaciela, miała łzy w oczach ale nie pozwoliła im na wypłynięcie. Pieprzył jej usta bardzo krótko, bo po jakiś 5 min wyciągnął go z jej buzi. Podniósł krate do góry i bez jakiegokolwiek ostrzeżenia wszedł w nią, May krzyczała z bólu. Harry się tym nie przejął. May próbowała się wyrwać, ale nasz Harold był silniejszy. Widziałem ból, nienawiść i mord w oczach May, nigdy takiego nie połączenia u kobiet nie widziałem. Harry ją pieprzył bez opamiętania, jakby od dłuższego czasu nigdzie nie zamoczył. May była wyczerpana, a to dopiero początek.
-Harry! Dosyć! Nie jesteś sam-nie reagował, wpadł w jakiś trans.
-Lou, chodź musimy go odciągnąć.-wstaliśmy i podeszliśmy do nich, próbowaliśmy go odciągnąć ale się wyrywał, dostał ode mnie z liścia i wrócił do nas. Od piołem May z kajdanów i położyłem ją na łóżku. Przywiązałem jej ręce i nogi do kolumn sznurami, założyłem opaskę na oczy. Wziołem na początku inny szpicrut taki z długimi frędzlami. Przejechałem nią po ciele May, a potem uderzyłem kilka razy o jej brzuch, zjechałem uderzeniami niżej, skończyłem na udach, tam porządnie uderzyłem, May krzyknęła z bólu, słyszałem szloch. Odłożyłem na bok szpicrut, usiadłem na jej udach w rozkroku.
-Lou przynieś lód!
-Już idę- i wyszedł z pokoju.
-Po co ci lód?- zapytał Harry.
-Potrzebny. Zobaczysz. Będzie niezła zabawa.-zatarłem ręce. W mojej głowie utworzyły się głupie pomysły. Nie będzie j a to boleć, bo nie o to mi chodzi, będzie czuła przyjemność, ale za żadne skarby nie dojdzie ani razu. Wiem że jestem podły ale należy jej się , to co zrobiły z Caro to jest nie wybaczalne, zapewne Zayn jak i Niall im wybaczą ucieczke, ale my tak szybko nie odpuścimy. Lou po dłuższej chwili przyszedł z lodem, wziąłem kilka kostek i położyłem je na ciele May, wzdrygnęła się. Poczekałem chwilę aż lód trochę stopnieje, chwyciłem jedną kostkę i zjechałem nią wzdłuż jej ciała, docierając do łechtaczki. Przytrzymałem ja chwilę aż stopniała od dotyku rozgrzanej skóry. May wiła się powstrzymywana przez liny. Następną kostkę poprowadziłem niżej do jej wejścia. Włożyłem resztki lodu do jej rozgrzanej waginy. Zaczęła poruszać biodrami sfrustrowana. Wziąłem świeży lód który włożyłem do ust. Okrążyłem ustami jej sutki, płynnie przechodząc do drugiego. Wyplułem zbędną rzecz i rozebrałem się ze spodni które na sobie miałem. Tylko. Ponieważ byłem już dawno twardy, bez żadnych ceregieli wszedłem w nią ostro. Zakrzyczała cicho ruszając biodrami spragniona orgazmu. Zataczałem małe kółka biodrami obserwując jej twarz, która wykrzywiała się z rozkoszy.
-Umm.......-May zajęczała cicho-Już nie mogę Liam, zaraz dojdę.
-Ani mi się waż.- warknąłem na nią.
Rozejrzałem się po pokoju nie przerywając swoich czynności. Harry i Louis siedzieli na ławce i walili sobie konia. Oh...serio..Jakby nie mogli poczekać czy coś. Przewróciłem na nich oczami i zacząłem coraz mocniej pchać by osiągnąć spełnienie. Wyszedłem z May i rozwiązałem jej ręce inogi.
-Lou, twoja kolej.
Louis podszedł do May, wziął ją na ręce i położył na ławie na brzuchu. Podszedł pod ściane gdzie wisiały pasy, wybrał skórzany brązowy pas. Wrócił do May i coś jej na ucho powiedział. Przymierzył się do uderzenia i sekundę później usłyszałem głośne uderzenie i krzyk.
-Jeden- powiedziała cicho May. Lou nachylił się znów nad nią i o czymś dyskutowali. Chwilę później znów wymierzył uderzenie.
-Dwa.- zaszlochała May. Po drugim uderzeniu nie przerywał tylko uderzał mocno, wiem bo May płakała z bólu, doszli do 15 uderzeń. Lou odłożył pas na ziemie i ściągnął spodnie w dół, wszedł w nią bez ostrzeżenia, wchodził i wychodził z niej szybko. Po niecałych 15 minutach doszedł , widziałem że May też jest na krawędzi. Lou pomógł jej dojść.
-Dziękuje Lou, ale też cię nienawidzę.- splunęła.
-Wiem, nie chciałem ale tak wyszło. Teraz zabiorę cię do pokoju. Okej?- zapytał. May skinęła głową na zgodę, Lou ubrał spodnie i wziął May na ręce, a potem wyszedł z nią z pokoju.4

MAY'S
Lou położył mnie na łóżku w pokoju Zayna, posiedział ze mną chwilę i wyszedł. Leżałam na łóżku w bez ruchu, bo jak próbowałam się poruszyć to czułam przeszywający ból. Jak ja ich nienawidzę za to, dzięki bogu że Nialla tam nie było, bo by miał przesrane, przez tą durną kare znienawidziłam każdego chłopaka oprócz Nialla, wiem że tam Zayna nie było ale nic nie zrobił żeby tej kary nie było. Zaczęłam coś do niego czuć a tak wszystko poszło się jebać. Myślałam że zależy mu na mnie, ale okazało się że nie. Przymknęłam oczy, od razu pojawił się obraz mojej rodziny, a potem widze twarz Zayna, jego wzrok jakby mógł to by mnie zabił. Szybko otworzyłam oczy, a koło mnie siedziała Caro.
-Jak się czujesz?
-A jak wyglądam?- warknęłam na nią choć nie chciałam.
-Kiepsko...- odpowiedziała cicho.
-I tak się czuje. Możesz mnie zostawić chciałabym się przespać.
-Jasne, dobranoc.- odpowiedziała wstając, ja jej nic nie odpowiedziałam tylko przymknęłam oczy, stała jeszcze przez chwilę przy łóżku a potem wyszła, wtuliłam się w kołdrę po chwili odpłynęłam do krainy morfeusza.
...~.~.~.~.~.~...
Obudziłam się otwierając pomału oczy żeby się przyzwyczaiły do światła, na łóżku koło mnie siedział Zayn i mi się przyglądał. Pomału odsuwałam się na drugi koniec łóżka żeby być jak najdalej od niego. Odwróciłam się do niego tyłem ale to nic nie dało bo po sekundzie kucał przede mną. Patrzył na mnie smutnym wzrokiem, ja miałam pustkę w oczach.
-May, błagam odezwij się do mnie- błagał desperacko ale miałam to w dupie, mógł pomyśleć wcześniej przed tą absurdalną karą.
-Mayyy, proszę, nie mogłem nic zrobić, któraś musiała być ukarana, a wiesz jaka jest Caro, krucha. Ja naprawdę nie chciałem żeby cię ukarali. Ja cię naprawdę bardzo, bardzo kocham, musisz mi uwierzyć- kończąc zaczęły płynąć mu łzy z oczu, ale mnie to nie ruszyło. Patrzyłam w ścianę nie zwracając że ktoś jest w pokoju. Po kilku godzinach wyszedł z pokoju, a po nim przyszedł Liam z jedzeniem postawił tackę na szafce nocnej i usiadł na łóżku, Nie ruszyłam się żeby zjeść, nie byłam głodna, nie czułam bólu, nie czułam nic, byłam wyprana z uczuć.
-May, zjedz coś.- powiedział cicho.- musisz coś zjeść żeby nabrać sił.- powiedział lekko głośniej a potem spuścił głowę. Nie wzruszona dalej patrzyłam w ścianę. Po godzinie wyszedł, wtedy napiłam się soku który przyniósł.
Tak wyglądał cały tydzień co chwilę ktoś przychodził najczęściej Caro z Malikiem.

piątek, 19 czerwca 2015

Rozdział 15

Zayn i May, Niall i Caro...


LOUIS POV
Obudziłem się wcześnie bo o 8, a ja tak szybko nigdy nie wstaje, chciałbym jeszce pospać al raczej mi się nie uda.Poleżałem chwilę na łóżku, a potem wstałem i poszedłem się odświerzyć, wziąłem szybki prysznic, i wyszedłem z łazienkiw samym ręczniku, potem poszedłem się ubrać. Wróciłem na chwilę do łazienki żeby ułożyć włosy.Wyszedłem z pokoju i zszadłem na dół do kuchni po coś do jedzenia. Kiedy miałem gotowe jedzenie przeniosłem się do salonu.Po jakimś czasie dołączył do mnie Liam, nie odzywał się jakiś czas, lecz w końcu zirytowało mnie to więc przerwałem ciszę.
- Stary co jest czemu się nie odzywasz?
-Martwię się o dziewczyny, przecież znasz Caroline , nie wiadomo co jej strzeli i czy sobie czegoś nie zrobi. May nie jest aż tak twarda żeby sobie z nią poradzić
-Myślę że nic im nie będzie, poprostu wrócą do rodziny.
-Musimy je odzyskać,przcież one mogąnas podać na policje-zaczął panikować.
- Sądzisz że im uwierzą,że sławny na cały świat zespół porwał je i molestował?
-One potrafią być cholernie przekonujący-zaśmiał się Li- jeszcze nie znamy ich najgorszych stron, tego najbardziej się boję.
-Nie spinaj, ściągniemy je spowrotrm, nawet jak polecą do Polski. Ale miejmy nadzieję że zdążymy na czas.
-Musimy zdążyć.Idę się przewietrzyć- odparł i wyszedł a zaraz po tym pojawił si3 Harry.
-Siema co tam? - zapytał radośnie, ale mina mu zrzedła kiedy zobaczył moją- co ci?
-Nic tylko matrtwię się o Liama- odparłem smotno- a ty co taki wesolutki?
-Bo jedziemy dzisiaj po nasze dziewczynki- zaśpiewał radośnie- a z nim?
-Boi się że dziewczyny wydadzą nas policji.
-Nie wydadzą.Nie ma czym się przejmować na bank zabierzemy je z lotniska na czas.
-Ależ ty pozytynie nostowiony jesteś na tą sytuacje.
- Bo ja pozytywnym człowiekiem jestem.
-Cześć chłopaki- do salonu wszedł Niall z tacką pełną jedzenia.
-Hej- powiedzieliśmy z Harrym jednocześnie.
-Już nie mogę się doczekać aż po nie pojedziemy, już chcę je opierdolić.
-Tak musimy pomyśleć nad karą- odezwał się Hazza, podkradając tochę jedzenia z tacki Nialla.
-Będziemy mieć niezłą zabawę- powiedziałem z chytrym uśmieszkiem.
-Dobra zagrajmy w fife- odezwał się Niall, odkładając jedzenie.
Kiedy chłopcy grali już drugi mecz, zaniepokoił mnie fakt że Zayn długo nie schodzi.Fakt on uwilebia spać i trudno go ściągnąć z łóżka, ale bez przesady jest już druga popołudniu. Postanowiłem sprawdzić co z nim.
Kiedy otworzyłem drzwi pierwsze co zobaczyłem to rozwalony na całym łóżku Zayn, twardo śpiący we wczorajszych ubraniach.
-Zayn, obudź się-szturchnąłem go parę razy w rzebra, lecz ani drgnął.
-Zaynee,wstajemy...May przyjechała.- znowu nic, dziwne...
Wziąłem prześcieradło w dłonie i pociągnąłem tak żeby Malik spadł z łóżka.
-Co jest kurwa?!-ryknął, ale zaraz chwycił się za głowę krzywiąc się z bólu.
-Wstawaj, za godzinę jedziemy po dziewczyny. A tobie co? Kac morderca nie ma serca, hmm?
- Jak to tylko godzina?! Dlaczego mnie wcześniej nie obudziłeś?- warknął po czym poszedł do łazienki.
-Budziłem cię, ale ty nie wstawałeś- krzyknąłem do zamkniętych drzwi- w ogóle ogarnij się, bo wyglądasz jak bezdomny po bimbrze.
-Cholera, wiem- wstchnął
-Tak by the way*, to dlaczego aż tak się schlałeś?
-Nie wiesz- zaśmiał się cicho- alkohol to najlepszy lek na złamane serce.
- Yhm.. wiesz stary, myślę że May nie chciała cię zostawiać, poprostu zrobiła to dla Caro.
Diabeł wcielony w skórę aniołka- szepnąłem do siebie.
- Mam nadzieję, nie chciałbym jej na serio starcić, a co gorsza żyć ze śwaiadomością że nigdy mnie nie pokocha.
-Ruszaj dupę-uciąłem- chyba że chcesz się spóźnić, co?
-Nie już idę... muszę się jeszce ubrać- odkszyknął do mnie.
Kiedy Zayn był już gotowy razem zeszliśmy na dół. Mijając salon zgarneliśmy chłopaków. Wsiedliśmy do dwóch aut. Ja jechałem z Liamem i Niallem, a Zayn z Harrym. Kiedy dojechaliśmy na miejsce przeżyliśmy spory szok, na lotnisku stało pełno fanów krzycząych nasze imiona. Szybko rozejrzałem się po całej hali. Przez przeszkloną ścianę dojrzałem Caro wsiadającą do samochodu, po chwili auto Harrego wjechało na autostradę.
-Zayn spytaj o następny najbliższy lot my zajmiemy się tym tłumem.
Po dwóch godzinach robienia zdjęć i podpisywania kartek, fanki naszczęście rozeszły się.
-Lou, patrz tam- Niall szturchnął mnie w ramie.
Spojrzałem tam gdzie wskazywał chłopak. Przy bramkach stały dziewczyny i rozmawiały z jakimś kolesiem.
Podbiegliśmy do nich, a ja złapałem Caro za ramię.
LIAM'S POV
Do domu wróciliśmy około 18,chłopcy zaprowadzili dziewczyny do pokoju Caro.Po chwili wrócili i wszyscy usiedliśmy w salonie.
-Co z nimi zrobimy- Zapytał Lou
- Zabierzemy je do naszego pokoju, wtedy nauczą się że od tatusiów** się nie ucieka- zaśmił się Harry.
-Zabierzcie tylko May-odezwał sie wpatrzony w ścianę Niall.
- Dlaczego przecież Caro najbardziej na to zasłużyła- oburzył się Zayn.
-Nie pozwolę wam jej tam zabrać- powiedział stanowczo-Ona jest na to zbyt krucha, nie wytrzyma tego.
Patrzyłem na niego zszokowany. Czy on właśnie nazwał Caroline kruchą? To chyba ostatnie słowo które mogłoby ją określić. Zaśmiałem się.
- Stary ty chyba nie wiesz o kim mówisz.
-To ty nie wiesz Liam. Caro może wyglądać na twardą z zewnątrz , ale jej psychika jest bardzo słaba, i to przez nas. Nie możemy tego zrobić, ona się rozsypie i już wogólenie będzie nam ufała- skończył cicho a jego oczy zeszkliły się.
- Ni ma racje- zabrał głos Louis-nie możemy jej do końca zniszczyć.
-Uh dobra to zabieramy May-zkapitulował Harry.
-Zayn jakieś uwagi?-zapytałem?
Ten tylko skinął głową i wyszedł z pomieszczenia.
- A jemu co?- zdziwiłem się.
-Nie wiem, dziwnie się zachowuje-odparł Lou.
- Nie ważnie, kiedy zabieramy May do pokoju?-podekscytował się Harry.
-Za chwilę przygotujmy w nim wszystko.

*by the way (ang.) swoją drogą
**Nie pytajcie, poprostu dużo zrytych opowiadań z Hazzą w roli głównej

Troche krótki ale jest.ENJOY

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Rozdział 14

Ucieczka cz.II

ZAYN'S POV
Obudził mnie ból zdrętwiałego karku, podniosłem się do góry to poczułem silny ból głowy, musieliśmy wczoraj nieźle zabalować pomyślałem. Wstałem nie, tak żeby ból głowy się nie nasilał i poszedłem do kuchni po tabletki. Jak je łyknąłem to poszedłem się odlać. Po chwili wróciłem do salonu, trochę się przeraziłem był tam niezły bałagan, nie pamiętam jak to się stało. Film urwał mi się po tym jak gadałem z jednym z kolegów którzy tu byli o naszych dziewczynach. Usiadłem na poprzednim miejscu i wyciągnąłem telefon żeby sprawdzić godzinę było po 1 popołudniu, byłem zdziwiony że dziewczyny nas nie obudziły, ale chyba wiedziały w jakim stanie będziemy. Długo się nad tym nie zastanawiałem i poszedłem dalej w kimę.
Obudziło mnie szturchanie w ramię.
-Czego?- warknąłem na tego kogoś, dalej mając zamknięte oczy.
-Wstawaj, jest już 16, a dziewczyny nadal nie zeszły na dół- otworzyłem oczy i zobaczyłam Nialla.
-Już wstaje, a dziewczynami się nie przejmuj, pewnie były na dole jak żeśmy spali.- odparłem wstając.
- Nie były, bo ja od 14 nie śpię, jak i prawie reszta chłopaków.
-A byłeś sprawdzić na górze czy są?
-No, jeszcze nie.
-To idź sprawdź, a nie mi dupę zawracasz.- robiłem się wkurwiony na nieogarniętego farbowanego blondyna.
Poszedłem do kuchni się napić, coś zjeść, po niecałych 15 minutach byłem najedzony i napity, wtedy wpadł do kuchni zdyszany blondas.
-Nie ma ich w żadnym pokoju!- mówił na wydechu, rozszerzyły mi się oczy z niedowierzaniem na słowa Horana.
-Jak to ich nie ma?- wrzasnąłem.
-No nie ma ich na górze , trzeba jeszcze zobaczyć na basenie i w siłowni bo tam dużo czasu zawsze spędzały.- gdy to powiedział od razu ruszyłem w wymienione przez Nialla. Poszedłem sprawdzić najpierw basen, ale tam nikogo nie było, potem poszedłem do siłowni, May zawsze tam długo przesiadywała, ale tam też nikogo nie było. Nie mam pojęcia gdzie one mogą być, pierwsze co przyszło mi do głowy to to że koś je porwał, jak żeśmy byli porządnie schlani. Bałem się o nie, najbardziej o moją May, stała się dla mnie bardzo ważna. Nie mogę jej stracić. Wróciłem na górę, usiadłem na kanapie i schowałem głowę w dłonie.
-Stary znajdą się.- Liam poklepał mnie po ramieniu.
-Mam nadzieje.- odparłem cicho.
-Trzeba szybko działać, zanim ktoś je zgwałci czy coś.-powiedział przejęty Harry.
-Jak toś tyknie moją May to już nie żyje. Dobra co robimy?-spytałem chodząc po całym salonie.
-Trzeba podzwonić po lotniskach i sprawdzić czy nikt nie chce je wywieść z Londynu.-powiedział Harry, a ja robiłem się coraz bardziej zły i zmartwiony, jak pomyśle że jakiś facet dotknął May.
-Chłopcy a nie pomyśleliście że dziewczyny po prostu uciekły, ja my byliśmy na haju- stwierdził Liam. Myślałem przez chwile nad tym co powiedział.
-Chyba masz racje, one nie czuły się tu dobrze, były zmuszane do mieszkania z nami i nam usługiwać.- nie chętnie ale potwierdziłem słowa Liama.
-To takie chujowe - zajęczał Niall – najpierw Caro próbuje się zabić, potem uciekają. Czy jesteśmy aż tacy źli? Już do niczego je nie zmuszaliśmy. May nawet była z tobą szczęśliwa. - spojrzał na mnie zeszklonymi oczami.- Co jeśli one podadzą nas na policje? Zamkną nas za uprowadzenie i molestowanie nieletnich, zgnijemy w pudle.- jego głos stał się piskliwy.
-Spokojnie Ni, znajdziemy je.- Lou poklepał go po plecach.- Zayn zadzwoń na lotnisko i o nie zapytaj. Założę się że lecą do swojego kraju, najbliższym lotem.
Westchnąłem i wyciągnąłem telefon. Teraz na które lotnisko zadzwonić, przecież w Londynie jest ich multum. Postanowiłem zacząć od tego największego. Znalazłem w internecie numer i n zadzwoniłem.
-Airport London... słucham- odezwał się kobiecy głos.
-Dzień dobry. Chciałbym się dowiedzieć o najbliższy lot do Polski.
-Jutro, piętnasta dziesięć .
Podszedłem do komody w przed pokoju i wyciągnąłem karteczkę ze spisanymi numerami kart kredytowych dziewczyn.
-Um...czy ktoś o tym numerze- podałem cyferki- zarezerwował ten lot.
-Przepraszam nie mogę podawać takich informacji.
-Bardzo panią proszę- zacząłem zdesperowanym głosem- moja dziewczyna jest w ciąży i chce lecieć do rodziny, a jej ciąża jest zagrożona, nie może lecieć, ale ona się uparła....muszę ją zatrzymać.
-Um...dobra, na ten numer zostały zarezerwowane dwa bilety.
-Dziękuje pani bardzo, do widzenia.- rozłączyłem się i spojrzałem na zdziwionych chłopaków.- jutro 15;10.
-Stary co to była scena?- zdziwił się Harry- May jest w ciąży?
-No co ty...musiałem coś wymyślić żeby mi powiedziała.
-Co robimy?- zapytał Niall
-Ja idę się napić, a jutro jedziemy na to lotnisko i je stamtąd zabierzemy.- powiedziałem i poszedłem do kuchni i od razu do lodówki, wyciągnąłem z niej piwo i je od razu wypiłem ale to było za słabe więc sięgnąłem po coś mocniejszego. Wyciągnąłem najpierw czystą ale też było za słabe na moje szargane nerwy. Chwyciłem za Jacka Danielsa i wypiłem trochę z gwinta i stwierdziłem że to to co potrzebowałem. Poszedłem do salonu i usiadłem na kanapie, odłożyłem butelkę na stół i schowałem twarz w dłonie. Dlaczego mnie ciągle to spotyka? Czemu każda dziewczyna ode mnie ucieka? Albo mnie zdradza? Te pytania nurtują mnie od kilku godzin. Myślałem że May jest ze mną szczęśliwa, tak mi mówiła, kłamała? Mi z nią było bardzo dobrze, wiem że szybko się jej zapytałem od chodzenie ale nie żałuje, od początku mi się spodobała, chłopakom w pierwszy dzień jak żeśmy je tu przywieźli powiedziałem że blondynka jest moja, byli trochę wkurzeni że chce jedną dla siebie wziąć ale mnie to nie obchodziło. (W trakcie moich rozmyśleń wypiłem prawie całą butelkę Jacka.) A teraz nie mam już jej bo uciekła, a ja się w niej naprawdę zakochałem, na początku myślałem że to tylko zauroczenie i po jakimś czasie mi przejdzie, ale nie przeszło, chciałem z nią coraz więcej czasu spędzać, kiedy chcę całować i kochać się a nie pieprzyć tylko dla mojej przyjemności. Myślałem że May też mnie kocha ale okazało się że chciała tylko moją moją czujność uśpić i się jej udało, dałem jej dużo swobody żeby się dobrze czuła w tym domu. ( Właśnie w tym momencie zaczynam drugą butelkę Jacka Danielsa i chyba za długo nie posiedzę.) Bardzo bym chciał żeby została ze mną bez żadnego przymusu tylko dlatego że się we mnie zakochała. Butelka Jacka była w połowie pusta i zaczynałem usypiać więc powoli i chwiejnie zacząłem się wspinać na górę do mojego pokoju, jak tam dotarłem od razu walnąłem się na łóżku i natychmiast odpłynąłem. 

CAROLINE'S POV
Kiedy tylko wróciliśmy do motelu udałam że zabieram coś z pokoju,a potem pojechaliśmy do najbliższego studia tatuażu który polecił Noah.
Teraz siedzę na kozetce i czekam aż wzór zostanie odbity pod moim lewym obojczykiem. Był to napis piękną czcionką ' My scars make me an orginal'. zawsze chciałam mieć wytatuowane moje motto, szczególnie w widocznym miejscu. Po pół godzinie mój tatuaż był zrobiony a opatrunek założony.Następny lot był o osiemnastej czyli musimy jechać na lotnisko...znowu. Mam nadzieję że tym razem nie spotkamy fanek chłopaków, a co gorsza samych chłopaków.
Lotnisko na szczęście było wolne od wrzeszczących nastolatek, dlatego mogliśmy spokojnie przejść w stronę bramek. Staliśmy w dosyć sporej kolejce, czekają na swoją kolej, kiedy Ktoś szarpnął moje ramie.
-Co do...-urwałam kiedy zobaczyłam osobę która przede mną stała-Louis...
Uśmiechnęłam się słodko wycofując w stronę Noah.
-Słońce idź już do samolotu a my do ciebie dołączymy, tylko załatwimy pewną nie dokończoną sprawę.
Chłopak skinął głową i skierował się w stronę bramek.
-Słońce?!Co to ma do kurwy być! Dwa dni nas przy was nie ma a ty nowego sobie znajdujesz!- zaczął wrzeszczeć Niall.
-Good... wyluzuj to tylko kolega - prychnęłam-By the way...co wy tu robicie, już nawet wyjechać w spokoju nie można?!
-Wyjechać!?Chyba od nas uciec! Co wy w ogóle sobie myślałyście!?
-Dużo. Nie chciałyśmy uciekać tylko odpocząć, a wy i tak byście nas ściągneli z powrotem do siebie, więc o co tyle szumu.-wtrąciła się jeszcze spokojna May.
-Ty się jeszcze kurwa pytasz...-wybuchnął Zayn lecz przerwało mu chrząknięcie.
-Przepraszam-odezwał się bramkarz za nami-czy macie państwo jakiś problem?
-Tak mamy-odpowiedziałam szybko-ci tu panowie, nie chcą nas puścić do samolotu.
-Ale Caroline nie możesz jechać bez opiekuna jesteś niepełnoletnia, tak samo ty May.-Lou posłał fałszywy uśmiech.
-Ja jestem pełnoletnia, a Caro jest pod moją opieką.-wtrąciła się May
-Od kiedy ty masz osiemnaście?-zdziwił się Harry.
-Od półtora miesiąca, skończyłam je przed przelotem tutaj.
-Nie jesteś jej opiekunem prawnym, przykro mi.
-Ja kończę za trzy dni nie może nas pan przepuścić?
-Yhh, czy któryś z was jest ich rodziną?
-Ja jestem kuzynem i nie zgadzam się żeby gdzie kolwiek leciały.
-W takim razie nie mogę nic zrobić, do.widzenia.
-Ale..-nie dokończyłam bo bramkarz już poszedł.
-Do domu!-warknął Malik.